Moja historia walki z trądzikiem

Dawid i Goliat

Jestem Dawid, z trądzikiem zmagałem się od 13 roku życia. Na początku były to drobne pojedyncze wypryski. Max. 3-4 pryszcze na policzku, kilka na czole i parę zaskórników na nosie.

Cera też zaczęła się przetłuszczać ale nieznacznie. To co pojawiało się wtedy na mojej twarzy, nie zapowiadało późniejszej KATASTROFY..😑

Wtedy nie robiłem z tym nic, byłem spokojny. Powtarzano mi wokół, że to NORMALNE mieć kilka pryszczy w moim wieku, z resztą sporo znajomych z mojego otoczenia też się z nimi zmagało.

Był to tylko tzw. trądzik młodzieńczy, którym (tak mi mówiono) „nie należy się zbytnio przejmować”. Tak też postanowiłem zrobić.

Z resztą bywało, że cera samoistnie się oczyszczała i przez kilka dni miałem całkiem czystą buzię, może nieco tłustą miejscami, ale bez pryszczy 😇

Czas mijał, ale trądzik jednak nie odpuszczał i zamiast ubywać pryszczy z mojej twarzy, to zaczęło ich przybywać. Z roku na rok było ich coraz więcej. 😣

Nie to, że poprzednie nie znikały, pryszcz pojawiał się na kilka dni i znikał, by za jakiś czas pojawić się w innym miejscu.

Systematycznie wraz z mijającymi miesiącami na mojej buzi było CORAZ WIĘCEJ czerwonych i białych nieprzyjaciół. Zaskórniki na nosie też się rozpanoszyły..

Ja w wieku 15 lat

Za sobą miałem już kilka(naście) wizyt u pani dermatolog, która po wzięciu próbek, wykonaniu podstawowych badań przepisała jakieś maści robione na zamówienie w aptekach.

Były to żółte papki, które kładło się na zmiany chorobowe, zasychając miały ususzyć znajdującego się pod nim pryszcza, co w zasadzie rzadko następowało…

Inna pani dermatolog po obejrzeniu buzi przepisała maści dostępne w aptekach, które również nie przynosiły żadnych rezultatów. 😕

Kolejna próbowała namówić mnie na dietę: „odstaw białko i przyjdź za tydzień”. Bez konkretnego planu zmiany nawyków żywieniowych i porządnego podejścia do tego, to nie mogło się udać.

Błędy jakie popełniałem

Na tamtym etapie moim pierwszym błędem jaki popełniłem było udanie się do kolejnego fatalnego dermatologa (danych osobowych nie ujawnię).

To niesamowite, że ludzie podejmujący się pewnych zawodów, z ogromnym doświadczeniem i wykształceniem w pewnej gałęzi potrafią dalej popełniać rażące błędy. 🤷‍♂️

Nie winię tej dermatolog i nie chowam do niej urazy.

Ale.. kolejne przepisywane środki, z tygodnia na tydzień po jej obserwacji i kolejnych środkach pogarszały stan mojej cery…

Przyznam, że w pierwszej chwili zadziałały, na pierwszych kilka dni dlatego kontynuowałem „leczenie”.

Dodatkowo uspokajały mnie jej zapewnienia, że z początku musi być gorzej, żeby później było lepiej, jednak w przeciągu miesiąca moja cera zmieniła się w to co na zdjęciu poniżej 😑


Myślę, że lepiej poradziłabym sobie z moją cerą, gdybym użył JAKIEGOKOLWIEK z komercyjnych produktów dostępnych w drogerii

Jednak wychodziłem z założenia, że dermatolog, jako lekarz daje mi najlepsze możliwe rozwiązanie mojego problemu i jak w ogóle śmiem kwestionować ich zdanie.

Skąd mogłem wiedzieć, że lekarze nie zawsze mają rację? To był mój drugi błąd – przekonanie o nieomylności dermatologów 😒

Kolejnym błędem był brak zdecydowanego i dogłębnego szukania na własną rękę.

Gdybym wtedy wykonał porządny research w temacie cery trądzikowej dowiedziałbym się o wpływie wielu rzeczy na trądzik.

Takich jak stres, toksyny, dieta (różne jej warianty), oraz odpowiednich składników w kosmetykach na cerę trądzikową i w jakiś sposób mógłbym zahamować to co później stało się z moją twarzą.


Późniejszym błędem było brak zdecydowania się na jeden konkretny nawyk pielęgnacyjny.

Zamiast trwać przy jednym zestawie, ja kombinowałem na wszystkie strony, w jeden dzień próbowałem kwasu salicylowego, by na następny dzień go odrzucić bo w danym miejscu pojawił się pryszcz.

Testowałem wszystko nie dając sobie i swojej skórze czasu…

Chciałem panicznie pozbyć się problemu z mojej twarzy zapominając, że walka z trądzikiem to proces długotrwały, wymagający czasu.


To też wynikało z tego, że nie było przekonującego środka, którego mógłbym użyć.

Nie widziałem konkretnego zestawu kosmetyków skierowanego do moich problemów z cerą, a kupno czegoś lepszej marki zawsze musiało kończyć się dokupowaniem kolejnych produktów, a to maseczki, a to peelingi, a to krem pod oczy itd.

Stąd wzięła się moja nieufność do znanych firm..

Brak zaufania do wielkich koncernów

Zacznijmy od tego, że jestem ABSOLUTNYM przeciwnikiem wszelkiego wciskania ludziom rzeczy na siłę.

Już ta jedna cecha sprawiała, że było mi bardzo nie po drodze ze znanymi markami do pielęgnacji cery.

Tam zazwyczaj nigdy nie otrzymujesz gotowego, skończonego produktu na Twój problem.

Kupno jednej rzeczy prawie zawsze skończy się dokupieniem kolejnej, po czym kolejnej, by na końcu wypełnić naszą szafkę wszystkimi kosmetykami jednego producenta…

Zupełnie bez potrzeby, ponieważ często 10 kosmetyków i ich działanie można zamknąć w jednej butelce.

Dużym koncernom jednak nie zależy na tym, by sprzedać gotowy kosmetyk, a jedynie na tym by klient kupił kolejny uzupełniający ten poprzedni.

Wszyscy na pewno znacie żel aloesowy z Biedronki, który w 99% składa się z aloesu.

Jest świetny, zgadzam się, ale działanie wyciągu z tej wspaniałej rośliny zaczyna się już od stężenia 0,5%!!!

Można do butelki wlać dajmy na to nawet (zaszalejmy) 5% aloesu i resztę kosmetyku wypełnić innymi równie bogatymi składnikami.

Niektóre składniki działają na siebie synergicznie i wzmacniają swoje działanie, dając jeszcze lepszy efekt!

Dzięki takiemu podejściu tworzy się dobre i skuteczne kosmetyki, ale i również zaspokaja się klientów, na co te naprawdę wielkie koncerny nie mogą sobie pozwolić, bo..

Zaspokojony klient, to klient wracający dopiero, gdy kosmetyk się skończy, a nie dokupujący kolejne w trakcie.

Dlatego wielkie marki rozdrabniają się i nigdy nie dają Ci w pełni działającego kosmetyku w jednej buteleczce.

Dodatkowo wciskają te naprawdę działające w mikroskopijne szklane buteleczki i każą je nakładać sobie na twarz pipetami, żeby uczynić z elementu pielęgnacji:

„ekskluzywny moment, na który każda z was może sobie pozwolić!”

Co za żenada.

Zabawa w stwórcę, pierwsze kosmetyki

Z tego i wielu innych powodów postanowiłem zainteresować się tematem tworzenia kosmetyków DIY (ang. Do-it yourself, czyli „zrób to sam”).

Kupiłem swój pierwszy zestaw składników, odmierzaczy, łyżeczek i zlewek na OLX’ie i zacząłem działać.

Pierwsze kremy i toniki robiłem z przepisów dostępnych w internecie. Wychodziło różnie… Tak wyglądała kuchnia po pierwszej zabawie z tworzeniem kosmetyków 😂

Mama na szczęście była wyrozumiała. Kremik wyszedł świetnie jak na domowe warunki.

Od tamtej pory zajmowałem się robieniem kremów na własną rękę i przestałem dokładać się do kieszeni oligarchów kosmetyki.

Z miesiąca na miesiąc dokupowałem tylko coraz to bardziej wymyślne składniki pomagające cerze, zacząłem tworzyć własne wywary i testować je na najbliższych.

W międzyczasie od tworzenia własnych kosmetyków DIY zgłębiałem wiedzę dotyczącą cery trądzikowej.

Jestem pewien, że przejrzałem prawie wszystkie dostępne badania w internecie przeprowadzane na najlepszych zachodnich uczelniach i instytutach i zgłębiłem temat najlepiej jak się tylko da.

Nie było to łatwe zadanie, bo spróbuj sobie przeczytać tekst pisany językiem naukowym, dodatkowo po angielsku.

Ja jednak miałem silną motywację i wydobywałem z tych tekstów wszystko co było mi potrzebne do tego, żeby wiedzieć co działa, a co nie działa na trądzik.

Na podstawie tego wyodrębniłem wszystkie działające składniki, wyodrębniłem też wszystkie niedziałające i ku mojemu zaskoczeniu sporo z nich znajduje się w powszechnie dostępnych kosmetykach, rzeczy takie jak substancje zapachowe czy koloryzujące kosmetyk.

Ja rozumiem, fajnie gdy kosmetyk pachnie, ale w zasadzie to czy jest to potrzebne cerze trądzikowej?

Z badań wynika, że nie, co więcej może być nawet szkodliwe i potęgować trądzik, dlatego dla własnego dobra lepiej korzystać z kosmetyków bezzapachowych.

Wiedzę wykorzystywałem przy tworzeniu kolejnych kosmetyków, które testowałem na samym sobie, w końcu doszedłem do wprawy i w pewnym momencie zauważyłem, że zaczęły mi one pomagać.

Buzia zaczynała mi się wygładzać i kolejne wypryski opuszczały ją, a w ich miejsce nie pojawiały się następne.

Wyrobiłem sobie najlepszą (bo swoją własną, autorską) rutynę pielęgnacyjną. 🤗

Używałem prostych i skutecznych składników, dobrze ze sobą połączonych.

Najprostszego, nieuczulającego żelu oczyszczającego własnej roboty, toniku, płynu micelarnego, kremu nawilżającego i maseczek na twarz.

Sporo tego było, ale było warto, bo efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

To ja po kilku miesiącach używania kosmetyków z mojego domowego laboratorium, pozbawionych konserwantów, parabenów, substancji zapachowych i koloryzujących, oraz wszelkiego innego syfu jaki wkładają do nich koncerny kosmetyczne…

Było okej, ale efekt wciąż nie był dla mnie zadowalający (ehh, ten perfekcjonizm 🤷‍♂️). Czegoś brakowało…

Na twarzy miałem sporo pozostałości po trądziku, zagłębienia, czerwone plamki, zdrowa skóra zmieniła swoją strukturę, którą trzeba było przywrócić.

Znowu zanurzyłem się w badaniach…🕵️‍♂️

Skutkiem czego było dodanie do sporej listy służących cerze trądzikowej składników, kilku pomagających na zaczerwienienia i kolejne tygodnie eksperymentowania na żywym organizmie, czyli na mojej twarzy.

Kilka miesięcy później dostałem ofertę od lokalnej firmy sprzedającej garnitury, żeby wystąpić jako model na targach ślubnych.

Oferta nie do odrzucenia, zwłaszcza kiedy pozbyłem się już mojego największego koszmaru i głównego winowajcę mojego złego samopoczucia i wyglądu.

Od chwili, gdy pozbyłem się trądziku wiele rzeczy w moim życiu zmieniło się na plus.

Zacząłem być pewniejszy siebie, lepiej czułem się ze sobą, w końcu budziłem się rano bez obaw o wyskoczenie kolejnego pryszcza, w końcu mogłem spać spokojnie, no i spałem spokojnie, przez kolejnych kilka miesięcy, gdy nagle…

Spokojnie, koszmar nie powrócił 😉

Ale zaczęło mnie niepokoić to, że tyle pracy włożyłem w to wszystko tylko po to, żeby pomóc sobie.

Ale przecież tu nie chodzi tylko o mnie.

Skala problemu trądziku w naszym kraju jest ogromna, mnóstwo ludzi zmagających się z różnymi jego formami.

Niestety nie zawsze jest tak jak u mnie, gdzie wystarczyła odpowiednia pielęgnacja. Problem trądziku jest rozległy i czasami trzeba uderzyć w kilka przyczyn jednocześnie, żeby poprawić stan swojej cery.

Nie mniej jednak jest to podstawa, od której powinno się zacząć, dlatego powziąłem postanowienie dostarczenia tej podstawy do każdej osoby zmagającej się z tą chorobą w Polsce.

Nie gwarantuję, że Cię to wyleczy, ale gwarantuję, że dostarczam Ci najlepszy kosmetyk do dbania o cerę trądzikową i najlepszą dostępną w Polsce podstawę do pielęgnacji trądziku.

Obecny etap i co dalej?

Clear face nie powstało w pokoju czy w moim domowym laboratorium.

Po opracowaniu formuły w konsultacjach z laboratorium kosmetycznym, po potwierdzeniu tego, że kosmetyki te przynoszą realne rezultaty i są potrzebne przy wsparciu choroby jaką jest trądzik.

Podjęliśmy się współpracy i to co widzicie jest jej efektem.

Kosmetyk jest zatwierdzony i gotowy do użycia.

Lecz na tym nie kończy się moja droga, mam jeszcze wiele innych celów związanych z pomocą osobom z trądzikiem.

Ale o tym wkrótce…🔜

Kliknij w obrazek i sprawdź czy ten rodzaj pielęgnacji jest dla Ciebie.

Przewiń do góry